Moja żona - Ewelina Milczanowska - zginęła w wypadku samochodowym 16.09.2005 roku.

Jakiś czas potem zdecydowałem się założyć tę stronę. Dlaczego?

Na pierwszym roku studiów straciłem w wypadku samochodowym najlepszego przyjaciela. Miesiąc po jego śmierci, w jego urodziny, zorganizowaliśmy koncert. Grały wszystkie zespoły, w których Kuba kiedykolwiek występował lub z którymi kiedykolwiek grał.
Po co?
Z tym pytaniem musiałem zmagać się przez cały czas przygotowywania koncertu i w jego trakcie. Nie wiedzieliśmy czy ktoś przyjdzie na ten koncert. Zaczęliśmy wątpić w sens całego przedsięwzięcia.

Na koncercie było bardzo wiele osób, także rodzice Kuby. Ale co najważniejsze, na koncercie był też Kuba. I to było najważniejsze.

Śmierć Ewci to dla nas wszystkich olbrzymi dar. Dar, który ma nas wszystkich odmienić. Pan Bóg często nagle przywołuje do siebie ludzi niezastąpionych, niezwykłych, niesamowitych. Po pierwsze dlatego, że oni są już gotowi do tego, żeby wejść do królestwa. Po drugie także dlatego, że ich śmierć przynosi najlepsze owoce.

Gdybym patrzył na to po ludzku, nie pisałbym do Was tych słów. Po ludzku to ból nie do zniesienia.

Ta strona nie powstała po to, żeby przyglądać się śmierci człowieka. Powstała z potrzeby serca ludzi, dla których Ewcia była ważna. A jeśli powstała z potrzeby serca przyjaciół Eweliny, to znaczy, że Ewcia na nią zagląda. I to jest najważniejsze.

Szymek